Dzwon w Bukowinie

Ciekawą historię posiada dzwon przy kościółku. W czasach, gdy kościółek należał do profesorów Akademii Zamojskiej, mieszkańcom Bukowiny zabronionym było zwoływać na nabożeństwo głosem dzwonu. Należeli oni do kościoła parafialnego w Tarnogrodzie.
W latach 90-tych XIX wieku wielu mieszkańców Bukowiny jeździło do Warszawy na roboty. Kilku robotników pracowało tam przy budowie kościoła. Nawiązali oni kontakt z ludwisarzem Krzykowskim, który wylewał dzwony do tego budowanego w Warszawie kościoła. Z resztek materiału, jaka została, ludwisarz Krzykowski wylał dzwon ważący ok. 280 kg, a kosztował on 300 rubli. Wszyscy robotnicy z Bukowiny pracujący w Warszawie złożyli się i zakupili ten dzwon. Kupili też wieczną lampkę i żyrandol. Dzwon został poświęcony w Warszawie przez biskupa sufragana warszawskiego Kazimierza Ruszkiewicza w dniu 12 października 1899 roku. Nadano mu imię „ Józef ” Oblubieniec NMP.
W tym czasie na terenie Bukowiny znajdującej się pod zaborem rosyjskim trwał proces rusyfikacji. Nie wolno było stawiać przy drodze kapliczek czy krzyży, remonty przy kościółku wykonywano nocą, a na zawieszenie dzwonu trzeba było mieć zezwolenie z powiatu od Komisarza Ziemskiej Straży. Wiedziano, że takiego zezwolenia komisarz nie da. Użyto, więc podstępu w wyniku, którego komisarz, chociaż oburzył się, skrzyczał delegata Bukowiny, lecz powiedział: „Kupiłeś sobie dzwon to teraz sobie powieś na wrotach”. Tak też zrobiono. W parkanie kościelnym wkopano trzy dość wysokie słupy, zrobiono konstrukcję w rodzaju wrót do stodoły, a nad nimi zawieszono dzwon. Dzwoniono nim i nikt z władz nie przeszkadzał w tym.
W czasie II-ej wojny światowej dzwon ten był zdjęty i ukryty w ziemi na podwórku Michała Leśniaka.
Dzwon ten uchodzi za nadzwyczajny, szczęśliwy. Gdy dzwoniono nim w czasie lata nadchodzące chmury burzowe rozchodziły się na boki a pola Bukowiny były omijane i unikały gradobicia. Często chmury odpędzone głosem dzwonu płynęły nad Luchowem Górnym. Toteż mieszkańcy Luchowa Górnego złożyli w 1954 roku doniesienie do MO w Tarnogrodzie aby zabroniono dzwonienia dzwonem w Bukowinie. Oskarżono dzwonnika Józefa Leśniaka. Jako powód podano zakłócanie ciszy nocnej i obawę, iż głos dzwonu wieści pożar w okolicy.
Milicja wniosła oskarżenie przeciwko Józefowi Leśniakowi do Kolegium Orzekającego w Biłgoraju. Leśniaka ukarano grzywną. Odwołał się on do Kolegium Orzekającego w Lublinie przedstawiając pismo podpisane przez dwustu mieszkańców Bukowiny, w którym pisali oni, iż po to wynajmują i opłacają Leśniaka jako dzwonnika, aby dzwonił. Kolegium uniewinniło Leśniaka, zaleciło jednak, aby w nocy nie dzwonił.
Kościółek w Bukowinie ma, więc chlubną historię, świadczy o wielkim przywiązaniu mieszkańców tej wsi do wiary rzymsko-katolickiej i tradycji narodowych. Otaczają oni wielkim szacunkiem, dbałością i troską kościółek wraz z wyposażeniem.